Słowacka osada Donovaly stała się stolicą Spartan Race dla 1266 zawodników, którzy 19 marca postanowili walczyć o ostatni etap układanki, umożliwiający zdobycie zimowej trifekty.

Pogoda dzień przed biegiem ( piątek ) przypominała bardzo wczesną wiosnę. Temperatura ok. 12 stopni Celsjusza, okraszona dość silnym wiatrem. Doświadczeni Spartanie zdają sobie sprawę, że pogoda w górach potrafi diametralnie się zmienić. Deszcz, śnieg, mróz-wszystkie te czynniki klimatyczne mogły zadecydować o tempie biegu i ostatecznym czasie ukończenia wyścigu. Odpowiednie przygotowanie ekwipunku ( wody, żeli energetycznych) jest w moim przekonaniu podstawą przy tak długim dystansie – ok 24 km.

 

Sobotni poranek- pochmurny, z delikatnym opadem marznącego deszczu, nie zapowiadał łatwego biegu. Od godziny 9:00 gdy startowała grupa Elitarna pogoda z minuty na minutę poprawiała się. Kiedy startowała chyba najliczniejsza fala, o godzinie 10:00 ( moja godzina startu), co chwilę słońce wyłaniało się zza ośnieżonych szczytów górskich. Szczytów, które stały nam na drodze w walce o przetrwanie.

Jeszcze kilka minut przed startem, w czasie prowadzonej rozgrzewki, gdy wolontariusze otwierają bramkę umożliwiającą przejście do linii startu, pojawiają się dylematy. Czy dam radę ukończyć wyścig? Wątpliwości te rozwiewają setki współzawodników, których optymizm pozytywnie Cię motywuje. Kiedy przekroczysz linię startu, nie ma już odwrotu.

 

Trasa biegu w Donovaly w pierwszy etapie prowadziła pod górę, standardowa zagrywka organizatorów. Biegnąc na szczyt pierwszego wzniesienia zastanawiasz się, co spotka Cię po drugiej stronie. Jak przystało na zimowy bieg część trasy pokryta była śniegiem. Pogoda w dolinach przypominała bardziej wiosnę, z tej racji śnieg na trasie był bardzo ciężki i mokry. Niezwykle trudno było utrzymać odpowiedni rytm biegu. Pokonanie części śnieżnych odcinków trzeba było zastąpić szybkim marszem. Poważniejszym utrudnieniem na trasie były oblodzone odcinki, głównie na szlakach prowadzących stromo w dół. Byłem świadkiem, kiedy na takim oblodzonym odcinku zawodnik doznał poważnej kontuzji, wydaje mi się- złamania nogi. Suma spadków i wzniesień na trasie ok 800m z dość ubogą ilością płaskich odcinków powodowała dość szybką utratę energii. Podbiegi, zbiegi, śnieg i błoto…wszystko czego można było spodziewać się po tak ekstremalnym biegu z przeszkodami, jakim jest Spartan Race

W moim osobistym odczuciu największą przeszkodą podczas wyścigu jest samo ukształtowanie terenu. Nie należy jednak zapomnieć, że trasa naszpikowana jest dodatkowymi przeszkodami, które zna już każdy zawodnik. Monkey Bars, równoważnia czy rzut śnieżną kulką do celu. Kiedy wszystkie te przeszkody udało się pokonać, czekała na zawodników niespodzianka. Trasa podzielona była na dwie takie same pętle po ok 12 km każda. Wszystkie przeszkody należało pokonać dwukrotnie. Jedynie MultiRing, pozostawiony na sam koniec tuż przed ognistą przeszkodą, należało pokonać tylko raz. Nowa przeszkoda, która pojawiła się na trasie „Monkey Bars A” ewidentnie sprawiała wiele problemów zawodnikom . Szczebelki, tak jak w standardowym Monkey, prowadziły do góry pod kątem, następnie opadały w dół. Patrzącemu z boku przypominały literę A. Widać było sporą liczbę Spartan, którzy wykonywali karne burpees przy tej przeszkodzie.

Na koniec kilka statystyk. Trasę w Donovaly najszybciej pokonał Peter Ziska ( 2:12:24). Należy zwrócić uwagę na naszego RODAKA, Jagieło Michała, który pokonał trasę w 2 godziny 34 minuty i 53 sekundy!

Gratulacje dla Wszystkich zawodników, którzy dobiegli do mety bez względy na uzyskany czas.