Spartan Race Tokaj 22/10/2016 - Relacja z zawodów

Cóż to był za bieg! Ciężko będzie ubrać w słowa uczucia, jakie 

pojawiały się w mojej głowie podczas ostatniego biegu Spartan Race w Centralnej Europie. Troszkę o samym Tokaju, gdyż lokalizacja zawodów zasługuje na uznanie. 

Miasto w  północno-wschodnich Węgrzech, słynące z produkcji wina. Poza tym w mieście znajduje się mnóstwo otwartych piwnic, gdzie mile widziani goście mogą delektować się światowej sławy winem Tokaj Aszú. Wracamy do najważniejszego, czyli samego biegu.

Węgierskie edycje biegów z przeszkodami zawsze kojarzą mi się z wodą, błotem i gliną. Bieg w Tokaju mnie oczywiście nie rozczarował. Dwumiesięczna przerwa w biegach SR spowodowała, że byłem żądny porządnego wytaplania się w błocie. Jako już w miarę doświadczony uczestnik SR domyślałem się, że organizatorzy będą chcieli wycisnąć z nas ostatnie krople potu.  Tutaj również się nie rozczarowałem:)

 

Start...grupa Elitarna, wybrana nie dlatego, że szybko biegam, lecz z chęci wczesnego dotarcia do mety ( nie lubię biegać o zmroku ).Pierwsza część trasy prowadziła po uliczkach Tokaju. Mieszkańcy i smakosze tokajskiego wina dzielnie dopingowali zawodników.Po kilkusetmetrowych asfaltowych sprintach przyszedł czas na mozolną 

wspinaczkę w górę. Właśnie w tym momencie zdałem sobie sprawę, że bieg 

będzie jeszcze trudniejszy niż mi się zdawało. Dodam, że dzień wcześniej,  w nocy i w momencie startu padał deszcz! Strome błotnisto-gliniaste podejście sprawiało bardzo dożo kłopotu. Dwa metry do przodu- metr do tyłu:) Za to przecie kochamy Spartan Race!

Po dotarciu na szczyt, droga w dół. Błoto zakrywało kostki, stopy się  rozchodziły na boki. Dodatkowe obciążenie na nogach w postaci przyklejonej gliny nie dawało możliwości szybkiego biegu w dół. Obrałem  taktykę...lecę przez środek, tam gdzie błoto jest najgłębsze. Była to  chyba jedyna moja dobra decyzja w tym biegu. Udało mi się w dość niezłym tempie dobiec w dół, ślizgając się jak na łyżwach.

 

W głowie powtarzałem sobie kod z memory testu. W oddali słychać krzyki. 

Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to jakaś wodna przeszkoda. Nie myliłem 

się, jeziorko do przejścia ( woda po pas ). Żeby lekko nie było, na  początku należało dać nura pod drewnianą przeszkodą. Pobudzony jak po mocnej kawie pobiegłem dalej- przynajmniej się umyłem  z tej gliny.

 

Worki wypełnione piachem, nasze zadanie wnieść je na plecach wzdłuż wyciągu narciarskiego. Patrząc w górę widziałem sznur zawodników, którzy ginęli w gęstej mgle. Trudno powiedzieć ile metrów targaliśmy te cholerne worki w  górę, ok 200-300? Po drodze należało pokonać przeszkodę Over Under Through ( z workami). Zejście również wymagało sporego skupienia. Zawodnicy  upadali krzycząc głośno z bólu, chwilami przypominało to pobojowisko po wojnie.

Pojawiały się już pierwsze oznaki hipotermii, dodatkowo byłem strasznie głodny.   Czułem, że organizm pracuje na rezerwie. Całe ciało drżało, nie mogłem go uspokoić. Myśl o mecie dodawała mi motywacji do dalszego biegu. Był to jeden z  biegów, gdzie tak się załamałem psychicznie i fizycznie.

 

Wszystkie przeszkody wydawały się trudniejsze do pokonania, podczas rzutu oszczepem cel ustawiony dalej,  wspomniane wcześniej worki przenosiliśmy o wiele dalej niż podczas wcześniejszych zawodów. Przeszkodę Hercules Hoist na której nigdy nie miałem problemów  ledwie udało mi się pokonać. Multi Ring tuż przed metą też stuningowany. W Tokaju został połączony Monkey Bars A + Multi Ring...spadłem na ostatniej linie. 17-sto kilometrową trasę pokonałem w 4 godziny, 20 minut - średni czas maratoński:) 

 

Wszystkie te czynniki spowodowały, że Spartan Race w Tokaju zostanie zapisany w mojej głowie jako jeden z najcięższych biegów z przeszkodami.Pojawiały się informację, że kolejne fale zawodników borykały się z brakiem wody na punktach kontrolnych. Powstał zator tuż przed metą, gdzie w kolejce do pokonania przeszkody biegacze tracili tak cenne minuty ( czasami do godziny ). 

 

Zakładam, że wszystko wynagrodziła impreza zorganizowana przez Spartan Race, gdzie na koncercie ( rynek w Tokaju ) mogliśmy bawić się w rytmach węgierskich hitów i smakować lokalnego wina. Dodatkowo wszystko to w towarzystwie genialnej grupy Spartan Race z Dębicy, z którą miałem przyjemność spędzić wieczór.